Apr 7, 2011

Rantin'

Czas na wieczorny ranting. Mało rzeczy denerwuje mnie tak, jak brak racjonalizmu, a właśnie o tym będę pisał dzisiaj. O braku racjonalizmu w polskiej oświacie.

Naprawdę chciałbym pominąć temat nauczania matematyki, naprawdę bym chciał. Ale nie mogę, patrząc na to, co się dzieje. Przedmiot, który z szerszej perspektywy jest wprost niesamowity, ma niszczoną reputację w podstawówkach, gimnazjach, liceach. Nie bez powodu nazywana "matką wszystkich nauk", jest jednym z głównych powodów tak olbrzymiej ilości "humanistów", a przez to liczby ludzi niezatrudnionych! Gdzie się, studencie socjologii, stosunków międzynarodowych, politologii, zatrudnisz? Przyszli językoznawcy, historycy, antropolodzy, wam droga wolna do losu nauczycieli, przecież tak sowicie wynagradzanych!

Po pewnych refleksjach doszedłem do wniosku, że najmniejszego sensu nie mają sprawdziany z matematyki. Przede wszystkim, czy w ogóle można się do nich uczyć, pomijając oczywiście wzory? Przecież pisze się je na logikę. Kolejna sprawa, dlaczego tak często nie można używać kalkulatorów? Żeby ćwiczyć liczenie w pamięci? Jakby ktoś tego potrzebował, zapisałby się na odpowiednie zajęcia... Sprawdziany z matematyki w głównej mierze nie służą temu, by zobaczyć kto zrozumiał temat, o nie! Tak naprawdę to nie mają najmniejszego sensu - bo byle nieuwaga i błąd w obliczeniach może spowodować zerową liczbę punktów w zadaniu, co zresztą zwykle jest spowodowane właśnie niemożliwością korzystania z kalkulatora. Testy z matematyki są zwyczajną stratą czasu i niepotrzebnym stresem, są kompletnie nieprzydatne i z całą pewnością nikomu jeszcze pisanie ich nie wyszło na dobre. Matematyka powinna być uczona tak, by zwyczajnemu człowiekowi przydała się w życiu, bo niewątpliwie może! Na przykład przy płaceniu podatków... Powinna być uczona również taki sposób, by mogła być interesująca! Nie może być mieć miejsca sytuacja, gdzie uczniowie wykorzystują logiczne myślenie do kompletnych abstrakcji.

Teraz poruszę sprawę, która boli mnie niemiłosiernie. Lekcje wychowania fizycznego.

Tak, tak. Nigdy nie przepadałem za tymi lekcjami. Bardzo lubiłem ćwiczenia gimnastyczne, mam tu na myśli brzuszki, pompki, przysiady, obroty, biegi, itd. Ćwiczeń związanych z grami zespołowymi (kopanie, prowadzenie piłki, rzut, odbijanie, przyjmowanie piłki, etc.) nie cierpię, samych gier zespołowych nienawidzę.

Czemu uczniowie są zmuszani do uczestniczenia w tych zajęciach? Oczywiście, zawsze większość je wprost uwielbia, ale czy nie byłoby lepiej, gdyby były nieobowiązkowe? W czym one mają się przydać? I proszę nie prawić farmazonów, że są dobre dla zdrowia, kiedy każą uczniom nosić kilka kilogramów książek i zeszytów dziennie, plus strój i buty na WF! Zaiste, ciężkie to będą czasy, gdy młodzi ludzie w wieku lat trzydziestu skarżyć się będą na bóle kręgosłupa!

Nie dość, że zajęcia te sprawiają niektórym dyskomfort, to jeszcze w pewnych przypadkach wywierany jest wpływ konformistyczny, quasi-wojsko. Od szkolenia wojskowego są zajęcia z przysposobienia obronnego, nie wychowania fizycznego. Jak można łączyć rygorystyczną dyscyplinę z ćwiczeniami gimnastycznymi, albo z grami zespołowymi, gdzie najzwyczajniej powoduje brak przyjemności z uczestnictwa, traktowanie zabawy na poważnie. Obowiązkowe zajęcia z wychowania fizycznego to hipokryzja w najpodlejszej z postaci.

Tym akcentem żegnam się, do usłyszenia!

1 comment:

  1. Ha.
    Dobrze powiedziane FuRiKu.
    Ja sam się niegdyś zastanawiałem, jaki cholera sens jest WF'u będącego obowiązkowym... zwłaszcza, że nigdy nie byłem zbyt... że tak powiem, akrobatyczny.

    ReplyDelete